piątek, 4 lipca 2014

Rozdział XX

*Oczami Elizabeth*
Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Zayn pierwszy mnie zauważa, bo krzyknął, a nawet wrzasnął.
- O Chryste Panie! - Harry wyrwał się z ramion Emmy i jak najszybciej podbiegł do mnie 'dusząc' mnie w swoich ramionach, nasiąkniętych tymi perfumami, za którymi tak bardzo tęskniłam. Objęłam go i wciągnęłam woń. Trwaliśmy tak przez 5 minut, aż w końcu oderwał się ode mnie. 
Był ubrany w czarną koszulę, poplamioną krwią i  zapiętą po samą szyję, a na nogi zostały włożone jego ulubione conversy oraz jak zwykle rurki. Wory pod oczami i przekrwione oczy dało się zauważyć. Jego włosy były postawione do góry, ale widać było, że ich nie czesał. Tak, nawet przy tak bujnych lokach jak u Harry'ego można było to zauważyć. Łza zakręciła mi się w oku na myśl, jak musiał przeżywać to wszystko. 
Nawet nie zauważyłam, że zostałam sama z Emmą.
- Chłopcy musieli na chwilę wyjść. Zaraz będą - uśmiechnęła się ciepło, po czym usiadła obok mnie i zaczęła opowiadać o różnych rzeczach.

*Oczami Harry'ego* 
Znaleźliśmy się z Zaynem na korytarzu.
- Ja..bo....bo, ja.....uhm. - zmieszałem się, przejeżdżając ręką po karku. Chłopak utkwił we mnie swój wzrok, co bardzo mnie irytowało.
- Bo... ja myślę, że Elizabeth....chciała...uhm.....odebrać sobie życie. - powiedziałem chowając twarz w dłonie i siadając na pobliskim krześle. Chwilę potem poczułem ciepłą rękę przyjaciela na moim ramieniu.
- Harry, skąd takie przypuszczenia? - zapytał, lekko pocierając moje plecy.
- Jak podbiegłem do niej to, miała przecięcie na nadgarstku, ale rana była bardzo głęboka. Myślisz, że to tylko wypadek? - zapytałem patrząc mu w oczy. Odwrócił wzrok i zmarszczył brwi. Jednak po chwili dodał:
- Tak, myślę, że to wypadek. Czemu miałaby to robić? - zapytał.
- Nie wiem. - przez głowę przechodzi mi myśl, że Elizabeth nie chce dziecka, ale szybko wyrzucam ją na bok. Gdy widzę, że lekarz idzie w naszym kierunku, czym prędzej wstaję i patrze na niego pytającym wzrokiem.
- Pańska dziewczyna już w czwartek będzie mogła opuścić szpital. Musi zostać jeszcze u nas na obserwacji. Z dzieckiem wszystko dobrze. - dodał czytając mi w myślach i uśmiechnął się. - Widać, że się obudziła. Zabiorę ją tylko na parę badań i wrócimy. - zniknął za drzwiami sali, by po chwili wrócić z dziewczyną. Posłałem jej słaby uśmiech, przelotnie łapiąc ją za rękę. Zniknęła z mojego pola widzenia, za rogiem.
- Dziecko? Czy ja o czymś nie wiem? - Zayn założył ręce na biodra i popatrzał na mnie wzrokiem.... dziwnym? Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, ale zamiast tego mrugnąłem do niego.
Ponownie wszedłem do sali i 'walnąłem' na łóżko obok. Byłem kurewsko zmęczony i nim się obejrzałem odpłynąłem w objęciach Morfeusza.


*2 dni później*
Atmosfera panująca w sali nr 113 była nie do zniesienia. Siedziałem na krześle ubrany w czarną kurtkę, nerwowo stukając swoimi palcami o skórzaną powłokę fotela. Mimo, że była już trochę zniszczona, wygodnie się w niej siedziało. Co chwila przychodziły mi do głowy myśli o kupnie rzeczy dla naszej Darcy. Wiem, że to dopiero 2 miesiąc i mamy jeszcze dużo czasu, nawet nie zrobiliśmy remontu. Chwila...
- Remont! - krzyknąłem wstając, lecz po chwili rozglądając się po sali i zauważając, że drzwi się  otwierają, usiadłem z powrotem i wyprostowałem nogi. Zayn wleciał do sali jak poparzony.
- Co jest, gdzie, kiedy?! - krzyknął. Zaśmiałem się podchodząc do niego, po czym klepnąłem go po plecach kilka razy.
- Chłopie, do domu wracaj, jesteś bardziej wyczerpany ode mnie. 
- Poczekam z tobą na Elizabeth. - uśmiechnął się, jednak nie było to do mnie, bo przez cały czas gapiąc się w podłogę, szczerzył się jak opętany.
- Dobra, powiedz o co chodzi, bo kurwicy dostanę. - powiedziałem, nawiązując do jego nóg, które tupały o podłogę. Ten uśmiechnął się jeszcze szerzej i pisnął jak mała dziewczynka. To było dziwne.
- Kurwa, zamierzasz siedzieć tu jak jakiś debil i nic mi nie mówić, dopóki mój tik w oku sprzed 10 lat nie wróci?! - wrzasnąłem zniecierpliwiony. Ten zaczął się śmiać, mi już prawie puściły nerwy.
- Właściwie chciałem, żeby twój uroczy tik wrócił. - powiedział i wystawił mi język po czym wyszedł otwierając przy okazji drzwi Elizabeth.






















wtorek, 1 lipca 2014

ZWIASTUN

 
Zwiastun jest przepiękny, dziękuje bardzo zwiastunowni <KLIK>, która go zrobiła :)
+ Kończę nowy rozdział, ale smuci mnie to, że nikt już nie komentuje :( będę zmuszona, naprawdę zmuszona, zawiesić bloga, przykro mi M xx

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział XIX

Szybko zawróciłem i podbiegłem do Elizabeth, która odwrócona tyłem kurczowo ściskała swoją rękę. Na podłodze leżał nóż z.... krwi!
- Jezu, El pokaż to! - powiedziałem, a ta delikatnie podała mi rękę i pokazała nadgarstek który był rozcięty. Krew lała się z niego jak z hydrantu.
- Boże kochany, jedziemy do szpitala! - wziąłem ją na ręce i nie ubierając nic skierowałem się do auta. Delikatnie położyłem ją na tylnym siedzeniu i podałem bandaż i chusteczki, by zatamować krwotok. Wskoczyłem na miejsce kierowcy i łamiąc wszelkie przepisy pojechałem do szpitala. Ponownie wziąłem ją na ręce i wbiegłem do szpitala, gdzie lekarze położyli ją na noszach i gdzieś pojechali. Usiadłem na krześle i spojrzałem na swoje ręce, które były z krwi.
 Mimowolnie po moich policzkach polały się łzy. Nie zwracając uwagi na czerwoną ciecz na moich rękach schowałem twarz w dłonie i rozryczałem się. Chwilę później poczułem rękę na moim ramieniu. Szybko wziąłem skrawek mojej - jak na złość - białej koszulki i wytarłem krew z twarzy. Podniosłem się i spojrzałem, jak się okazało na lekarza. 
- J-jak o-ona.... - nie byłem w stanie się wysłowić.
- Straciła bardzo dużo krwi, potrzebna będzie transfuzja. Przez szok i stres z dzieckiem niestety też nie jest dobrze. Będziemy musieli wykonać prześwietlenie i sprawdzić czy jej organizm jest na tyle silny, by niedługo mogła wrócić do domu. Na razie śpi. - wytłumaczył klepiąc mnie po ramieniu.
- Cz-y mo-ogę do nie-ej wejść? - spytałem.
- Tak, ale nie na długo. Sala 113. - powiedział i  odszedł do swoich obowiązków. Wciągnąłem jak najwięcej powietrza do swoich płuc, po czym wypuściłem je ze świstem. Skierowałem sie do sali i otwarłem drzwi. Elizabeth leżała na łóżku i oddychała przez rurkę. Boże kochany, ona jest taka krucha. Podszedłem do krzesła obok i usiadłem łapiąc jej rękę. Ponownie rozpłakałem się.
 - Spokojnie, kochanie. Wyzdrowiejesz i urodzisz naszą Darcy.
Na stoliku obok zobaczyłem zdjęcie. Wziąłem je do ręki i uśmiechnąłem się. To było zdjęcie naszego dziecka. Zakryłem usta dłonią i ZNOWU po moich policzkach polały się świeże łzy. Ostrożnie odłożyłem zdjęcie i zadzwoniłem do Zayna. 
- Harry, czy ty musisz budzić każdego? Coś się stało? - jęknął, a ja pociągnąłem nosem.
- Stary, co jest? - zapytał z wyczuwalnym niepokojem i troską w głosie.
- Jestem w szpitalu.
- Co?! Co się stało? Coś sobie zrobiłeś? Elizabeth?! - zadawał pytanie za pytaniem. 
- To nie jest rozmowa na telefon. Przyjedziesz? - zapytałem zerkając na śpiącą El.
- Jasne, zaraz będziemy, trzymaj się. - rzucił na odchodne. Schowałem telefon do kieszeni i poprawiłem się na krześle łapiąc rękę mojej dziewczyny, po czym zamknąłem oczy i pozwoliłem myślom odpłynąć wraz ze mną.

                                                        *Oczami Zayna*
Odłożyłem telefon z powrotem na szafkę i dosłownie wyleciałem z łóżka. Wziąłem byle jaką koszulkę i nałożyłem na siebie. Jeszcze wziąłem telefon i wybrałem numer do Emmy.
- Zayn? Co się stało, że dzwonisz o tak późnej porze? - wyczułem sarkazm ale zignorowałem to.
- Harry jest w szpitalu, nie wiem o co chodzi..... Chyba coś z Elizabeth. - powiedziałem rozpaczliwym głosem. Harry był moim przyjacielem i tak on, jak i jego dziewczyna są dla mnie bardzo ważni.
- Jak to?! - zaczęła płakać.
- Emm, uspokój się! Ostatnie co mam zamiar robić to płakanie. Słuchaj, przyjadę po ciebie jak najszybciej i pojedziemy tam, ok? - zapytałem ubierając spodnie.
- Ok, pa. - rozłączyła się a ja wybiegłem z domu. Wsiadłem do auta i odjechałem w kierunku domu mojej dziewczyny.




 *Oczami Harry'ego*
Obudził mnie trzask drzwi. Zayn wraz z Emmą przywitali mnie.. ekhm... nas, trzaskając drzwiami. Przetarłem oczy i wyprostowałem głowę, strzelając przy tym kośćmi. 
- Harry, wyglądasz fatalnie. - powiedziała przyjaciółka El.
- Ale otucha. - powiedziałem, po czym skierowałem się do łazienki mieszczącej się w sali. Zaświeciłem światło i spojrzałem na wiszące tam lustro. Wyglądałem jak siedem nieszczęść.
Odkręciłem kurek z zimną wodą i ochlapałem nią moją twarz.Wytarłem się ręcznikiem, by następnie powrócić do sali.
- Zayn, mogę z tobą porozmawiać.... na osobności ? - popatrzałem na Emmę przepraszającym wzrokiem, po czym spuściłem głowę i zacząłem bawić się palcami. Podeszła do mnie i przytuliła. 
- Jasne, Harry. Nie mam nic przeciwko. - oplotłem ją rękami w pasie i zapłakałem.
- Shh...... wyjdzie z tego. - zacisnąłem powieki.
- Dziękuje. - wyszeptałem. - Dziękuje, że jesteście tu ze mną.


piątek, 30 maja 2014

Rozdział XVIII

  MUZYKA



                                                         *Oczami Elizabeth* 
Nie, nie, nie, nie to jest sen.
- Kochanie wróciłem! - Harry podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale wyminęłam go pomyślnie. Musiałam już odzwyczajać się od nich.
- O co chodzi? - zapytał podchodząc bliżej. Wiedział, że coś się dzieje. Nie mogłam zaprzeczyć, że to ja właśnie tak bardzo lubiłam uściski Styles'a. 
Wczoraj postanowiłam, że powiem mu o dziecku, dlatego pociągnęłam go na górę. Gdy byliśmy już przy drzwiach do mojego pokoju, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Harry, pamiętasz, jak obiecaliśmy mówić sobie zawsze prawdę? - przytaknął i spojrzał na mnie wzrokiem podejrzeń. Jego zdaniem na pewno dokądś zmierzałam, albowiem zmierzałam do bolesnej prawdy i zakończenia naszego związku.
- Elizabeth nie jestem głupi - serce zaczęło bić mi jeszcze mocniej. A jeśli on wie?
- Mów mi co się dzieje. - złapał i potarł kciukiem wierzch mojej dłoni. Jego oczy zrobiły się wilgotne tak samo jak moje. Po prostu wtuliłam się w jego tors i rozkleiłam do końca. Poczułam mokre łzy na moich włosach, co oznaczało, że też płakał.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam z trudem powstrzymując lecące łzy. Harry przywarł do moich oczu swoimi i oparł czoło o moje.
- Będę ojcem? - zapytał dalej płacząc tym razem ze szczęścia i złapał swoimi rękami obie strony mojej głowy. Wyglądaliśmy tak samo. Rozryczeni, mokrzy i szczęśliwi.
- Będę ojcem! - krzyknął wyciągając ręce do góry, by zaraz złapać mnie w talii i okręcić wokół własnej osi.
- Kocham cię. - powiedział delikatnie całując moje spuchnięte policzki.
- Ja ciebie też kocham. - powiedziałam znowu przytulając go z całej siły.
- Ale nie płacz już. - zaśmiałam się na jesłowa i oplotłam ręką w pasie. Splótł nasze palce razem, po czym pociągnął w stronę schodów. Na stole zobaczyłam kartkę z wiadomością od Emmy. Jej tata zadzwonił, że potrzebuje coś ze sklepu i..... bla bla bla. Jak zawsze zresztą.
- Może masz ochotę na..... - poruszył zabawnie brwiami.
- Film? Zawsze mój zboczuszku. - uwielbiam go przedrzeźniać. Musnęłam palcem jego czubek nosa, po czym ruszyłam w kierunku szafy z filmami.



                                                          *Oczami Harry'ego*
Będę ojcem! Ta wiadomość dalej do mnie nie dociera.
Elizabeth usiadła przed kanapą i okryła się kocem po czym nie zwracając na mnie uwagi zaczęła oglądać film. Korzystając z okazji podbiegłem do niej i kładąc się na jeden bok delikatnie położyłem głowę na jej brzuchu. Zamknąłem oczy i dokładnie słuchałem.
- Który miesiąc? Byłaś u lekarza? - zapytałem nie odrywając ucha od ciała Elizabeth.
- Drugi. - odpowiedziała zapatrzona w ekran telewizora.
- Byłaś u lekarza? - zapytałem ponownie.
- Nie - odpowiedziała szeptem. Gwałtownie podniosłem się i spojrzałem na nią. Jak ona mogła nie iść do lekarza?
- Idziemy. - wstałem i pociągnąłem ją za rękę, po czym wyłączyłem telewizor i kierując się do drzwi wyjściowych chwyciłem dwie kurtki, moją oraz Elizabeth.
- Ale Harry! - pisnęła 
- No co? - krzyknąłem wysokim głosem. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w głąb mieszkania odkładając kurtki na komodę. Wzięła moją twarz w jej chudziutkie i małe ręce i powiedziała:
- Kochanie wiesz, że jest już po 11, prawda? O tej porze tych badań na pewno nie będą nam robić. Raczej mi. - zaśmiała się, po czym ubrała moją zieloną bluzę z napisem Obsession i usiadła na blacie kuchennym. Otwarła lodówkę i wyciągnęła z niej mleko, by zaraz otworzyć szafkę obok i wyciągnąć kakao. Sięgnęła po rondelek i zaczęła przygotowywać sobie ciepły napój. Ja dalej stałem tam jak głąb, pochylony i analizowałem, to co powiedziała. Nigdy nie zrozumiem tej logiki. Wyprostowałem się i ruszyłem do kuchni. Dziewczyna dalej siedziała na blacie wymachując nogami i czekała na zagotowanie się mleka. Położyłem swoje duże dłonie na jej talii i pochyliłem się do jej ust. Zatopiłem swoje usta w ustach mojej dziewczyny i poczułem jak kładzie swoje ręce na mój kark. Przyciągnąłem ją do siebie jeszcze mocniej , tak, że teraz wplotła palce w moje włosy. Uśmiechnąłem się przez pocałunek. Elizabeth odepchnęła mnie lekko.
- Chyba nie chcesz powtórki z rozrywki , co? - przypomniała mi o małym zdarzeniu z naleśnikami. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się ponownie.
- Kocham cię. - powiedziałem odchodząc. Usłyszałem tylko jak coś spada na ziemie.



______________________________________________________________


Hej! Wreszcie jestem z rozdziałem, który tak trudno mis się pisało. Widzę, że coś nie ma komentarzy :( ani wyświetleń. Czemu? No nie wiem, czekam na chociaż jeden. Do zobaczonka :)

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział XVII

Mam taki fajowy pomysł na ten rozdział =) <3
Piosenka: Little Mix - Little Me <3 <3 <3 


- Możemy już iść? - zwróciłam się do mojej przyjaciółki. Ta nic nie powiedziała tylko kiwnęła głową i pociągnęła nosem.
- Emm ja też tęsknię za Harrym. Niedługo zobaczymy ich. Nie płacz. - przytuliłam ją, choć było mi równie ciężko. O godzinie 13:50 byłam już w domu. Postanowiłam iść do sklepu, bo nasza lodówka świeciła pustkami. Zamówiłam taksówkę, która już po chwili przyjechała. Przeglądając czasopisma, by zająć się czymś innym niż komputerem, 3 dziewczyny mniej więcej w moim wieku, stanęły niecałe 2 metry ode mnie. Obgadywały mnie. To pewne. Czas leciał szybko i zanim się spostrzegłam była godzina 19, więc zaczęłam robić kolację. Po skończonym posiłku umówiłam się z Harrym na Skype. Gdy zalogowałam się od razu zadzwonił.
- Hej kotku! Tak strasznie tęsknie za tobą. - Harry leżał już w łóżku podobnie jak ja.
- Też tęsknie. Co tam u ciebie? - zapytałam by jakoś drążyć rozmowę.
- Dobrze, Zayn rozpacza za Emmą. A ja za tobą. - przejechałam palcem po ekranie, żeby dotknąć jego gładkiej skóry. Dzieliła nas szyba, a tak naprawdę parę tysięcy kilometrów.
- Pierwszy koncert mamy tu, w Japonii, a następnie w Nowym Jorku.
- Fajnie. Szkoda że nie w Londynie. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
Rozmawialiśmy z 4 godziny, aż w końcu usnęłam.


***

*Oczami Harry'ego*
- Stary, wstawaj!
- Zostaw mnie! - mruczę. Człowiek nie może się wyspać.
- Harry śpisz 15 godzin! - taa na pewno. Jakby wiedział, kiedy ja zasnąłem.
- Kurwa Malik, zasnąłem o 5 nad ranem, bo wpatrywałem się w śpiącą Elizabeth, która jest parę tysięcy kilometrów od nas i mogę patrzeć na nią przez ten durny, jebany monitorek komputera, czaisz?! - wrzasnąłem, aż zbiegła się tu reszta zespołu. Nie wytrzymałem i rozpłakałem się w poduszkę. Chłopaki przytulili mnie, a ja wtuliłem się w Liama.
- Cii... spokojnie, zobaczysz ją niedługo. - zapewniał Payne.
- Jasne, za 3 chujowe miesiące. - powiedziałem rozpaczliwym głosem.
- Porozmawiam z Paulem, by trochę skrócili trasę, odwołamy parę koncertów, gdzie sprzedano najmniej biletów, pojedziemy wcześniej, zobaczysz. - powiedział przyjaciel. Nie, nie chcę zawieźć fanów. Chociaż te 4 miesiące... to będzie udręka. Za bardzo za nią tęsknie.
- Ok. Dzięki chłopaki. Nie wiem co bym bez was zrobił. Pewnie leżałbym w grobie. - zażartowałem, żeby rozładować atmosferę.
- My idziemy, przyjdź na śniadanie, jak będziesz gotowy. - powiedział Lou i razem z nim wyszli z apartamentu.

***

*Oczami Elizabeth*

Tydzień jakoś minął. Dałam radę, codziennie rozmawiałam z Harrym na Skype. Trzymam się dobrze. 
- Emma, możesz przyjechać taksówką? Nie dam rady. Brzuch mnie boli i cały czas wymiotuję. - powiedziałam.
- Jasne. Zaraz będę. Trzymaj się. - rzuciła na pożegnanie. Brzuch znowu zaprowadził mnie do łazienki. Gdy przemywałam twarz, dzwonek do drzwi rozległ się po holu. Zeszłam  po schodach trzymając się poręczy. Brzuch dawał się we znaki. Ledwo co otwarłam drzwi zwróciłam się ku łazience. Kolejny raz zwymiotowałam.
- Boże, dziewczyno. Trzeba iść do lekarza z tobą. - powiedziała brunetka, jednak ja wiedziałam, że to zły pomysł. Nie chciałam, żeby Harry przerwał trasę i się martwił.
- Nie Emma, obejdzie się bez.
- Elizz, spóźnia ci się? - zapytała niepewnie.
 Po policzku spłynęła mi słona ciecz. To nie może być ciąża. Nie teraz.
- El, jesteś w ciąży! - powiedziała gdy na jej twarz wkradł się uśmieszek.
- Nie, to nie może być ciąża!
- To ciąża! - wybuchnęła.
- Idź, radzę ci kupić test ciążowy. - kontynuowała.
- Dobra skończmy ten temat. Chcesz coś do picia, jedzenia ? - zapytałam patrząc jak zawiesza kurtę na haczyk.
- Oj nie młoda, ty idź do łóżka. Ja zrobię coś do jedzenia. - powiedziała, a ja skierowałam się z powrotem do pokoju.
Po piętnastu minutach przyszła Emm niosąc gorącą czekoladę i ciastka. Usadowiła się obok mnie i włączyła film. Gdy film się skończył, Emma musiała iść do domu. Sięgnęłam po laptopa i przeglądałam różne strony. Tak minęła mi reszta dnia.

*Następny dzień*

Myśl o ciąży nie dawała mi spokoju. Postanowiłam pójść po ten test. Ubrałam się i wyszłam.  To jest chore. Bezradność. To wtedy czułam.
 Po zakupieniu testu doszłam do domu i od razu pobiegłam do łazienki.
- Teraz tylko 10 minut. 10 minut. - powtarzałam sobie. Gdy czas minął nie mogłam uwierzyć. Dwie kreski. Wybuchnęłam płaczem i zjechałam po drzwiach. Co ja teraz zrobię? Nie mogę powiedzieć Harry'emu. To zniszczy mu karierę.
- Wszystko się wali. - załkałam.

~2 miesiące później. Oczami Harry'ego~

Dziś jest ten dzień. Dziś znów ją zobaczę! Po propozycji Liama zgodzili się dać nam 2 tygodnie wolnego, które ja spędzę z moją ukochaną. Biorę Zayna ze sobą ponieważ mulat błagał abym go zawiózł do Emmy. Spakowałem do końca walizkę, wziąłem ją za przedni uchwyt po czym wyszedłem z apartamentu, kierując się do mojego czarnego Rang Rovera. Wrzuciłem walizkę na tylne siedzenia, Zayn usiadł na miejscu dla pasażera obok kierowcy, a ja usiadłem na siedzeniu kierowcy i odjechałem z piskiem opon. Droga na lotnisko przebiegła mi szybko.
- Co jest, do cholery jasnej!? - walnąłem w kierownicę, gdy zorientowałem się, że stoję w kilometrowym korku.
- Co jest? - Zayn obudził się ze swojej popołudniowej drzemki. Jeszcze czego? Spóźniony na lotnisko. Świetnie. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer do Elizabeth. Nie odebrała. Dzwoniłem jeszcze parę razy, ale za każdym razem włączała się sekretarka. Postanowiłem zostawić wiadomość. Brzmiała ona tak: 

                                             
''Kochanie przepraszam Cię, ale stoję w korku.
                                      spóźniłem się na samolot, polecę późniejszym lotem. Kurde,
                                     Tak bardzo za tobą tęsknię! Kocham cię! Do zobaczenia!"
                                                                                         
                                                                                                                 H x

Usłyszałem za sobą głosy ludzi, którzy stali za mną. Odwróciłem wzrok i zdałem sobie sprawę, że nie stoję już w korku, a droga przede mną jest pusta. Nieźle. Odkrzyknąłem tylko: No kurwa jadę no!! xD i ruszyłem w drogę na lotnisko. Odnalazłem lot do NY za 20 minut. Zaparkowałem, sięgnąłem po bagaże i pędem wbiegłem na peron. Po chwili siedziałem już w samolocie obok starszej pani, która cały czas szczerzyła się do mnie jak opętana. Wyciągnąłem słuchawki z mojej skórzanej torby i włożyłem je do uszu, nawet nie zwracałem uwagi na Zayna, po czym zasnąłem.

                                                                        ***
"Proszę zapiąć pasy. Za 10 minut wylądujemy na La Guardia. Powtarzam, zapiąć pasy." - Obudził mnie głos stewardessy. Wyjąłem słuchawki i zapiąłem pasy bezpieczeństwa.
- Stary, ja wysiądę później, do zobaczenia. ! - powiedział chłopak. Kiedy samolot stanął przepraszając starszą panią wyszedłem z samolotu po czym skierowałem się do postoju dla taxi. Akurat tłoczno nie było i udało mi się zatrzymać jeden pojazd. Podałem kierowcy adres Elizabeth i po piętnastu minutach stałem pod jej drzwiami. Niecierpliwiąc się wreszcie zadzwoniłem.


                                                          *Oczami Elizabeth*
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Emma, otworzysz? - krzyknęłam ze swojego pokoju, bo tak naprawdę nie chciało mi się wstać i przerywać przęglądanie internetu.
- Yyy...... Kochanie, ktoś do ciebie! - zawołała przyjaciółka. Odłożyłam laptop obok i ruszyłam na dół. To co zobaczyłam zamurowało mnie

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział XV

Postanowiłam troszkę tu zapełnić początek ^^ Ten rozdział będzie może troszkę dłuższy ale co tam. To zapraszam na czytanie i piosenkę do czytania ;)
One Direction - Trough The Dark - kocham solówkę Zayna <3 :) ZAPRASZAM:


Wstałam dość późno. Leżałam jeszcze w łóżku, by zaraz przewrócić się na bok. Harry tak słodko spał. Postanowiłam go nie budzić i iść zrobić śniadanie. Ubrałam moje puchowe kapcie i ruszyłam do kuchni. Dziś postawiłam na naleśniki.
- Mmm.... co tak pachnie?
- O mój Boże! Kocie, nie strasz! - krzyknęłam. Na prawdę mnie wystraszył.
- Też cię kocham. - jaki słodki uśmiech z dołeczkami w policzkach. Cały Harry.
- To co robimy? Nie wyrzucaj mnie tylko. - spojrzał na mnie oczami zbitego psiaka.
- Oh teraz to ja nie mam serca cię wyrzucić. - powiedziałam z małą ironią w głosie. dokańczając krojenie owoców.
- To co robimy? 
- Nale... - przerwał.
- Naleśniki! - krzyknął i pocałował mnie.
- Z czekoladą i owocami. - dokończyłam z uśmiechem. Zaczął smażyć ciasto. Nagle przestał i podszedł do szafki gdzie trzymałam słodycze. Poszperał chwilę i z bananem na twarzy wyjął największy słoik Nutelli jaki miałam. Odwrócił się plecami do mnie.
- Harreh co ty tam wyrabiasz. - troszkę mnie to ciekawiło, ale zarazem wnerwiało. Odwrócił się do mnie z obsmarowanymi ustami kremem. Zaczęłam się śmiać. 
- Zliż to. - rozkazał dalej się szczerząc. 
- Wariujesz. - powiedziałam chichocząc.
- Kurna, El ja gadam poważnie! - wytłumaczył.
- Serio potrzeba ci wizyty u psychiatry. Boże! może ty masz gorączkę, co? - przyłożyłam mu rękę do czoła żartując. Co ten Hazz jeszcze wymyśli to się boję dowiedzieć.
- Jak nie chcesz to nie. - powiedział smutnie i odszedł. 
- Ej, Harry! Nie.. to znaczy.... oj no dobra, chodź! - powiedziałam wreszcie. Chłopak przyszedł i przybił do ściany.
- No liż. - powiedział.
- Jezu, co ci przyszło do głowy. - szepnęłam i stopniowo przybliżałam swoje usta do jego. Oblizałam jego górną wargę. Czułam od niego bijące ciepło. Zniżyłam się do dolnej. Pocałowałam ją i również oblizałam. Tym razem już pewniej pocałowałam jego usta. Jego język szalał w moich ustał. Nadal były w czekoladzie. wplątałam swoje palce w jego włosy i oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Zupełnie zapomniałam o śniadaniu. O kurwa! Naleśniki! 
- Harry... proszę starczy! - powiedziałam i "zeszłam" z mojego chłopaka. Szybko pobiegłam do kuchni.
- Kurwa! - usłyszałam słowa z ust chłopaka. Również przybiegł do mnie. Niestety kuchnia, a przynajmniej kuchenka byłą cała spalona.
- Eli kotku, przepraszam. - powiedział i przykucnął przy mnie. 
- Odkupię, obiecuję. - obiecał, a ja wybuchnęłam śmiechem. Patrzył na mnie jak na jakąś wariatkę. Po chwili dołączył do mnie. Śmialiśmy się ze swojej głupoty.
- To są wyniki twojego błagania. - powiedziałam po czym wstałam. Po około dwóch godzinach kuchnia była w miarę czysta. Zrobiliśmy normalne kanapki. Po skończonym posiłku razem z Zaynem pojechaliśmy po Emmę, która dziś wychodziła ze szpitala. Po powrocie mieliśmy zamiar jechać we czwórkę z Liamem na kręgle, ponieważ Lou był z Eleanor, Niall pojechał na jakąś randkę z kimś. A Payne został sam, bo Danielle zerwała z nim jakiś czas temu i pojechała do swojego kraju. Postanowiliśmy nie zostawiać Liama samego w domu.
- Emma, jak się czujesz? - zapytał Zayn jadąc spowrotem do domu. Pytał o to chyba już 5 razy.
- Dobrze, kochanie. - powiedziała moja przyjaciółka. Podczas jazdy wstąpiliśmy po Liama i od razu pojechaliśmy do kręgielni.
- Ok. Mam nadzieję, że nie gniewacie się, bo zaprosiłam też moją koleżankę z klasy.
- To jest Angela. - wskazałam na nią. Każdy przywitał ją.
- Jasne, że nie. Przynajmniej można sobie pozwolić na rywalizację. Dziewczyny kontra chłopaki, co? - zapytał Liam.
- No dobra, dziewczyny damy radę. - powiedziałam uśmiechając się.
- Jeśli my wygramy - wskazał na resztę chłopaków Harry - każdemu z nas należy się nagroda od swojej partnerki, w tym przypadku - Liam i Angela, Zayn i Emma oraz ja i - spojrzał na mnie - Elizabeth. - dokończył. Trochę bałam się co Harry wymyślił.
- A jeśli my wygramy, to płacicie za wszystko plus dodatkowy prezent dla nas. Bo już domyślam się co miałeś na myśli mówiąc nagroda od partnerki Harry. - powiedziała Emma, a ja spojrzałam na Harry'ego zbitego z tropu. Uśmiechnęłam się pod nosem ciesząc się z właściwego wyboru przyjaciółek. Gra rozpoczęła się. Na początku wygrywałyśmy, lecz później chłopcy dopadli nas i wygrali. Już się boję.
- To teraz nagroda. - powiedział Harry po czym zbliżył się do mnie i pocałował.
- Mi należy się więcej coś w sypialni. - szepnął na co uśmiechnęło mi się serce. Ha ha . Dziwnie to brzmi. Nie, nic. Zayn tak jakby skopiował wszystko od Harry'ego. Tylko Liam i Angela siedzieli cicho odsunięci od siebie.
- Oj, no An. Chociaż w policzek. - powiedziałam. Liam pocałował Angelę w kącikach ust. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym że An i Li mogą być razem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i zaczęliśmy się zbierać. Liam zaproponował Angeli, że razem z nim może pojechać taksówką. Zgodziła się. Chwilę później ja, Harry, Emm i Zayn jechaliśmy w kierunku naszego mieszkania. Pożegnaliśmy się z parą i weszliśmy do środka. Od razu Harry zaczął mnie całować. Nie opierałam mu się, wręcz przeciwnie chciałam seksu. Chciałam poczuć jego bliskość. Tego wieczoru kochaliśmy się. Tak mocno go kocham.

***

- Kochanie, wstajemy. - powiedziałam budząc Harry'ego.
- Mhmm.... która godzina? - zapytał zaspanym głosem.
- Kocie jest 11 ! - krzyknęłam bo wiedziałam, że dziś jadą w trasę o 13, czego w ogóle nie chciałam.
- O kurwa! - zerwał się na nogi i pobiegł do łazienki. Nie wspominałam o trasie przez całe wakacje, bo nie chciałam się martwić. Ale to szybko przeleciało. Po kwadransie wyszedł i wziął walizkę. Zeszłam z nim po schodach. Zrobił sobie kanapkę i kawę, którą błyskawicznie wypił. Miałam go zawieźć na lotnisko. Byłam już ubrana, czekałam na Harry'ego.
- Chodź! - powiedziałam, chwyciłam go a rękę, po czym wyszliśmy. Jazda na lotnisko potrwała 20 minut. O nie, pożegnanie.
- Kocham Cię. - powiedział, a po policzku pociekła mu łza. Ja byłam już cała mokra na twarzy. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się.
- Ciii.... nie płacz, bo i ja się rozpłaczę. - w tym momencie przyszła reszta chłopaków.
- Tak strasznie będę tęsknić. - powiedział.
- Będziemy codziennie rozmawiać na Skype, ok? - zapytał.
- Jasne.
- Lot do Japonii nr 457 wyrusza za 10 minut. Prosimy pasażerów na odprawę. - rozległ się dźwięk w głośnikach. Emma w tym czasie już żegnala się z resztą. Po chwili odczepiłam się od Harry'ego i przytuliłam pozostałych. Odeszli. Hazz jeszcze odwrócił się, a ja mu pokiwałam. To będą trudne 4 miesiące. 

środa, 12 marca 2014

Wyświetlenia *.*

Hejjjjj!!!! O boże o boże o boże!!! Mam 1006 wyświetleń!! *0000* tak was kocham!!! Dzięki za wsparcie i wgl! Inspiracje i motywację! :') kocham jeszcze raz!